Monday, May 14, 2018

Eksperckie opinie a rzeczywistosc czyli bzdury w sieci - czesc 1

Kilka lat temu na jakiejs stronie internetowej o Japonii przeczytalam bardzo powazna odpowiedz na pytanie zwiazane z japonska religia szinto.

Odpowiedz byla mniej wiecej taka:
“Papier” i “bostwo” to w jezyku japonskim to samo slowo - “kami.” Dlatego tez w chramach szinto uzywa sie papieru do dekoracji oltarzy, bo papier to atrybut bogow. I stad tez pochodzi sztuka skladania papieru, czyli origami. 

Image: wikipedia


Jak latwo sobie wyobrazic, ta opinia to totalne bzdury.
Teraz wyobrazmy sobie te bzdury wypowiadane przez, na przyklad, japoniste lub magistra kulturoznawstwa azjatyckiego. Smiech na sali? Oczywiscie.

Od osoby w branzy oczekujemy rzetelnosci i wiedzy, szczegolnie jesli owa osoba lansuje sie na eksperta w danej dziedzinie. Niestety, rzeczywistosc ma sie nijak do oczekiwan (jak widac z poprzedniego wpisu o tlumaczach).

Sama jestem z wyksztalcenia fizykiem. Mam wiele opinii na tematy zwiazane z ta dziedzina nauki (jak chocby energia atomowa), ale staram sie opierac wlasne opinie o potwierdzone badania naukowe z wiarygodnych zrodel.

Jesli napisze na blogu, ze jestem przekonana, iz ziemia jest plaska, bo horyzont u mnie na wsi to pozioma linia, a nie zakrzywiona, to choc mam prawo do tej opinii, nie zmienia to faktu, ze wyjde na totalnego nieuka. I ze natychmiast powinnam oddac moj dyplom uniwersytecki, bo wstyd, zeby fizyk glosil takie brednie.

Ale niestety, podobny poziom bredni gloszony przez ekspertow od pielegnacji, nawet tych z dyplomem medycznym, znajduje swoja grupe dolecowa, ktora tym bredniom przyklaskuje i traktuje je jako slowo ostateczne w temacie. Bo gloszone przez “eksperta.”

Dzis bedzie o takich wlasnie opiniach. Gloszonych przez ekspertow, a w zasadzie jedna ekspertke (choc wiecej pewnie tez by sie znalazlo). 

Kiedy w ten weekend po raz pierwszy zetknelam sie z filmikiem na temat kosmetykow azjatyckich na kanale jutubowym pani doktor Agnieszki Sury, nie bardzo wierzylam wlasnym uszom. Poziom przekazywanych informacji byl taki, iz bylam przekonana, ze dr Sura ma doktorat w ukladaniu puzzli lub wioslowaniu ze sternikiem. A tu tymczasem okazalo sie, ze to rzeczywisty dyplom medyczny. Dr Sura jest doktorem medycyny estetycznej, czyli, zakladam, ze skonczyla szkole medyczna.

Prosze ogladac na wlasne ryzyko!




Moje wlasne skrzywienie zawodowe jest takie, ze weryfikacja danych zostala wbita mi do glowy na studiach. W naukach scislych nie ma miejsca na niezweryfikowane opinie. Dlatego tez rezultaty opublikowanych badan naukowych sa analizowane i recenzowane przez innych specjalistow z branzy.

Podobnego skrzywienia oczekuje od lekarza.

Nie! Od lekarza oczekuje wiecej!
Ja nie pracuje w swoim zawodzie, nie musze sie douczac, nie musze czytac najnowszych publikacji, nie sa mi one potrzebne, choc lubie wiedziec co w mojej dyscyplinie sie dzieje. Od lekarza oczekuje ciaglego doskonalenia wiedzy i rzetelnych informacji. Szczegolnie od lekarza, ktory publicznie lansuje sie na jutubie jako ekspertka od pielegnacji i mowi o sobie “SkinPro.”

Pol biedy, kiedy ow ekspert od pielegancji na wlasnym instagramie poleca uzywanie japonskiego oleju do mycia twarzy na platku do usuniecia makijazu. Glupie, ale nikomu to krzywdy nie zrobi, o ile potem zmyje ten olej pianka czy innym srodkiem do oczyszczania. Nie kazdy potrafi przeczytac instrukcje uzywania na japonskim produkcie, a googlowanie moze niektore osoby przerastac.

Googlowanie zdecydowanie jednak przerasta dr. Sure, niestety.

Juz na samym wstepie dr Sura przyznaje sie, ze to “trudny dla niej temat do wypowiedzenia sie, bo malo jest konkretow i nie mogla podeprzec sie badaniami naukowymi.”

Hmmm… ciekawe podejscie do sprawy, bo i konkretow i badan naukowych jest sporo. Ale google trudny jest…

Istnieje, na przyklad, cos takiego jak Japanese Cosmetic Science Society, maja nawet strone po angielsku, maja publikacje naukowe, organizuja seminaria, mozna sie z nimi skontaktowac i poprosic o opinie, jako “kolezanka po fachu.” 

Dodatkowo, firmy takie jak na przyklad Rohto Pharmaceutical (producent Hada Labo), Kao Corporation (producent Biore), czy nawet stare dobre Shiseido, maja swoje wlasne oddzialy naukowe prowadzace badania, ktorych rezultaty pojawiaja sa w peer-reviewed publikacjach. Firmy te nawet posiadaja oddzialy farmaceutyczne (tak, nawet Shiseido!), gdzie naukowcy pilnie pracuja nad nowymi patentami medycznymi. To tylko kilka przykladow, jest ich duzo wiecej i dla osoby z dyplomem medycznym znalezienie ich nie powinno byc problemem.

Od doktora medycyny estetycznej oczekiwalabym takiej podstawowej wiedzy (to przeciez jej praca!!!) branzowej.

Wiec zamiast publikacji naukowych (ktore istnieja), dr Sura postanowila oprzec sie na “rozmowach z osobami, ktore przebywaly dluzszy czas w Japonii, Koreankami mieszkajacymi w Polsce, oraz przeczytala to co udalo jej sie znalezc.”

Niestety, jak widac, malo udalo sie dr Surze znalezc, bo googlowanie jest niezmiernie trudne, pewnie nie uczyli tego w szkole medycznej. A opieranie sie na opiniach “osob ktore przebywaly dluzszy czas w Japonii?” Hmmm… bzdury otwierajace ten wpis pochodza od osoby, ktora przebywala dluzszy czas w Japonii.

Jesli ja mialabym napisac artykul o polskiej kulturze w oparciu o przemyslenia Kumiko i Naoki, ktorzy spedzili dwa lata na kontrakcie w Polsce, mieszkali pomiedzy Japonczykami i nigdy sie jezyka polskiego nie nauczyli, to mialabym historie, ze Polacy to chamscy rasisci, ktorzy kradna i pija, a Polki to albo nabzdyczone nimfomanki, albo prostytutki. Jedzenie jest za ciezkie, w miastach brudno, kultura obslugi klienta jest zerowa, ale przynajmniej widoki w gorach sa ladne.

Histeryczne? Oczywiscie!

Dr Agnieszka Sura jednak nie miala zadnych problemow, aby postapic odwrotnie i oparla swoje opinie na wlasnie takich wywodach.

Dwie minuty wynurzen dr Sury, a juz popelnila podstawowy blad, ktory moglabym wybaczyc blogerce urodowej, ktora srednio orientuje sie w geografii. Ale od kogos, kto lansuje sie jako “ekspert” juz oczekuje wiekszej wiedzy.
Dr Sura wrzuca Japonie i Koree do jednego worka, “a w zasadzie caly Daleki Wschod.”

zrodlo: wikipedia


Jesli ja pisalabym o Niemcach, a jako przyklady podawala Polske, “a w zasadzie cala Europe,” to wyszlabym na idiotke.
Dr Sura jednak nie ma najmniejszych problemow z takim postepowaniem.
Japonia, Korea, Daleki Wschod (a w zasadzie “wskod”, bo tak to ona wymawia), to dla niej jedno i to samo.

Kolejne slowa to “rytualy lazni?” Jakie dokladnie “rytualy?” “Rytualy” bycia czystym i higieny osobistej? Ja rozumiem, ze dla Europejki, ktorej przodkowie brali jedna kapiel rocznie, to moze byc szokiem, ale w niektorych kulturach ludzie po prostu lubili byc czysci. Lazienki w domach byly luksusem, gorace zrodla byly publiczne. Nawet ludzie ubodzy mogli pojsc sie umyc i wymoczyc w naturalnie goracej wodzie. A ze jako woda pochodzaca ze zrodel geotermicznych miala ona zawartosci mineralow, ktore dobrze wplywaly na skore, to juz tylko dodatkowy bonus.

Nawet polska wersja wikipedii o japonskich onsenach nie wspomina o "rytualach." Skad wiec dr Sura je wziela? Najprawdopodobniej od "osob, ktore przebywaly dluzszy czas w Japonii" i belkotu w zachodnich mediach.

Ale to pestka w porownaniu z tym co jeszcze przed nami.

Trzecia minuta filmiku i znowu widac, ze googlowanie, weryfikacja informacji, i ogolnie profesjonalizm, sa dr Surze zupelnie obce.

Mianowicie, zaczyna ona laczyc tradycje kultury piekna z filozfia piekna i jako przyklady podaje dwa pojecia, ktorych znaczenia nie rozumie i nie chcialo jej sie poszukac.

Mowa o “shibui” i “wabi-sabi.”

Droga pani doktor, wymowa to “łabi-sabi” a nie “vabi-sabi”. Google naprawde nie boli!

Jak sie szybko okazalo, strony wikipedii o shibui i wabi-sabi istnieja, nawet z bardzo rzetelnymi informacjami, ale niestety nie ma wersji polskich. Jak widac dr Sura nie bardzo radzi sobie z jezykiem angielskim (nie wiem wtedy jak bierze udzial w miedzynarodowych konferecjach - a taka informacja widnieje na jej stronie internetowej, moze zatrudnia tlumacza?).

Przyklad ceramiki odpowiadajacej konceptowi shibui (z wikipedii):




Przyklad estetyki wabi-sabi:




Dr Sura natomiast twierdzi, ze koncept wabi-sabi to “bogate, nasycone, krzyczace piekno.”

Nie wiem skad wziela ta informacje, bo wabi-sabi to, jak widac, akurat dokladnie w 100% cos zupelnie odwrotnego. Byle student pierwszego roku japonistyki moglby ja z bledu wyprowadzic.

Wabi-sabi to “niedoskonale piekno”, najlepszym okresleniem po angielsku chyba byloby “rustic simplicity.” Wabi-sabi to autentycznosc, prostota i brak nasycenia, krzykliwosci i bogactwa.

Jesli dr Sura nie daje sobie rady z takim prostym konceptem, to az strach sie bac jak daje sobie rade z o wiele bardziej zlozonymi problemami medycznymi…

Jako przyklad "krzykliwego wabi-sabi" (ktore istnieje tylko w jej wyobrazni), dr Sura podaje opakowania masek w plachcie o intensywnych i krzyczacych kolorach. Jak widac z tego opisu, zna ona tylko i wylacznie koreanskie maski watpliwej jakosci z raczej bardzo niskiej polki cenowej.

Zdecydowanie NIE przyklad wabi-sabi.


Nie zapominajmy, to dopiero trzecia minuta siedemnastominutowego filmiku, a dalej wcale nie jest lepiej.

Kiedy zostawilam komentarz pod filmikiem, dr Sura odpowiedziala, ze kazdy ma prawo do swojej opinii. Oczywiscie, ale nie kazdy ma przy swoim nazwisku slowa “SkinPro.” A od osoby lansujacej sie jako “pro” (w jakiejkolwiek dziedzinie) oczekuje rzetelnych informacji i potwierdzonych faktow, a nie wymyslonych bzdur watpliwego pochodzenia.

Dr Sura wstawila rowniez ten komentarz, po czym szybciutko (na szczescie) go skasowala (zrzut ekranu z mojej skrzynki mailowej):



Szkoda, ze dr Sura nie oglada wlasnych filmikow.

Droga pani doktor, moze w takim razie warto byloby zaczac filmiki ogladac przed wstawieniem na YouTube? To naprawde dobry pomysl! Podczas ogladania mozna wylapac wiekszosc bledow merytorycznych.

Niestety, jak widac taki brak profesjonalizmu jest dosyc powszechny w Polsce.
Skoro tlumacze nie sprawdzaja wlasnych tlumaczen, nie mozna wiec oczekiwac, aby SkinPro z dyplomem medycznym miala czas i ochote weryfikowania wlasnych slow przed kliknieciem “upload” na jutubie.



Ciag dalszy nastapi, bo nawet ja mam swoj dzienny limit jesli chodzi o nonsensy wyglaszane przez “ekspertow.”

18 comments:

  1. Replies
    1. Mam wiec nadzieje, ze sie nie zawiodlas.

      Delete
  2. Wstyd, wstyd, wstyd...
    Wstyd mi za takich lekarzy, koleżanki i kolegów po fachu. Nierzetelne informacje, brak naukowego podejścia, lenistwo. Stąd lekarze homeopaci na przykład.
    Czekam na drugą część. Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje za komentarz, i zgadzam sie - wstyd.

      PS. W przyszlosci, czy moglbys sie podpisac (chocby nawet nickiem) drogi anonimie?
      Z reguly kasuje anonimowe komentarze, ale w przypadku tego wpisu, a ile wnosza cos do rozmowy, zrobie wyjatek.
      Serdecznie pozdrawiam!

      Delete
  3. Pani doktor najlepiej komentuje swoją wiedzę i przygotowanie w komentarzach do filmu. Powtarza tam "nie znam" jako odpowiedź na pytania o kosmetyczne firmy z Azji. Jeżeli nie zna ani Misshy ani SK-II czy tak popularnego obecnie w Polsce Bentona, a uważa, że kosmetyki z Azji to wypełniacze z sześcioma parabenami i alkoholem bez substancji czynnych, to przypuszczam, że mniej popularnych w Polsce marek też nie zna. Aż się prosi żeby zapytać jakie firmy zna, z jakimi składami się zapoznała, ale odpowiedzi pewnie i tak bym nie uzyskała.

    Wpis świetny i czekam na ciąg dalszy.

    Magda

    ReplyDelete
    Replies
    1. Twierdzi, ze zna produkty Hada Labo. Ale niestety, sadzac po tym jak uzywa Hada Labo olejek do mycia, nie za bardzo orientuje sie w przeznaczeniu tych kosmetykow.

      Delete
  4. Świetny wpis!

    Podjęłam ryzyko i obejrzałam 7 i pół minuty. Nie dałam rady dłużej. Co ta pani wygaduje?!
    Rozbawiła mnie opakowaniami maseczek w stylu wabi-sabi, o czym napisałaś, i kameliami, które rosną na każdym rogu w Japonii. Co słowo to jakaś bzdura.
    W sumie to chybą podziwiam panią doktor za odwage ;-) Ja bym się wstydziła wypowiadać jako ekspertka na temat, o ktróym mam nikłe pojęcie.

    Czekam na dalszy ciąg :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak to? Nie masz kamelii u siebie w ogrodku? Uwazaj, bo jak sie wladze dowiedza, to Ci prawo pobytu zabiora ;-)

      Ja akurat mialma kamelie zaraz na rogu, przy wjezdzie do carportu. Przez przypadek jednego dnia ja rozjechalam i to byl jej koniec.

      Delete
  5. Wśrod lekarzy specjalistów w osiedlowych przychodniach tez niestety zdarzają się osoby które nie potrafią odpowiedziec na pytanie pacjenta. Kiedyś będąc w ciąży zapytałam się ginekologa czy można farbować włosy będąc w ciąży. Niestety nie potrafop mi odpowiedzieć i mine miał taka jakby zobaczył ufo kiedy zadalam pytanie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, ale lekarz osiedlowy nie ma kanalu na jutubie, gdzie mowi o sobie "GynoPro" i udaje alfe i omege odnosnie spraw ciazowych.

      Delete
  6. Przezabawne🤪 niewiarygodne co ludzie mają w głowach ( a raczej czego im brak😝), że publikują takie rzeczy?! Strasznie się cieszę Aniu, że znów piszesz i trzymam kciuki za kanał na youtube ! Uściski, Beata

    ReplyDelete
    Replies
    1. W glowach niewiele, ale za to duzo pewnosci siebie, jak widac z przykladu pani SkinPro.
      Dzieki! Planuje na kanal po powrocie z Polski. Bede tam przez ponad miesiac, wracam do Japonii w polowie lipca. Wtedy zobaczymy co z tego wyjdzie ;-)

      Delete
    2. Aniu, ja się też dołączam w kibicowaniu Twojemu kanałowi :).

      Wczoraj produkowałam tu długi wpis na temat pani doktór, ale zjadło mi go przy próbie podglądnięcia bez logowania. Dziś napiszę tylko, że pani Sura pokazuje wybitną ignorancję nie tylko w kwestii azjatyckich kosmetyków. Zdarza mi się od czasu do czasu włączyć jej filmiki (przyznaję bez bicia, z niskich pobudek) i każdy jeden to perła za perłą. Doktór jest na przykład orędowniczką niemycia skóry wrażliwej, poleca za to peelingowanie skóry przetłuszczającej pastą z sody oczyszczonej i wody <3. Poleca drogeryjne kremy, bo "nie mają konserwantów" i zwraca uwagę, że do porannej pielęgnacji warto włączyć "cokolwiek z jakimś tam filtrem". Tych cudów jest za dużo, by spamiętać. O, pamiętam jeszcze jak uczyła widzów, że zaaplikowanie na skórę kremu z neuropeptydami paraliżuje mięśnie <3. Lapsusów typu "zapobieganie porom skórnym" nawet już u niej nie wyłapuję.

      krushonka

      Delete
    3. Krushonko, widzialam ten filmik z soda oczyszczona i niemal ataku serca dostalam. Az mi ciezko uwierzyc, ze ta kobieta konczyla studia medyczne. czy aby na pewno?

      Wlasnie produkuje wpis na temat tej sody oczyszczonej.

      Jak zaczne jutubowac, to cos widze, ze pani doktor bedzie bogatym zrodlem inspiracji. Tylko od razu ostrzegam, lojalnie i na samym poczatku, moj kanal bedzie "nieco inny", ze tak powiem ;-)

      Delete
  7. Nic, tylko załamać ręce nad fachowością.....

    ReplyDelete
  8. Kochana... nie chcę nawet zaczynać tego tematu bo wyprodukuje wpis wielkości prześcieradła. Ty, kochana moja blogerko, chyba dawno w Polsce nie byłaś. Poziom "pro" powala na kolana praktycznie w każdej dziedzinie (za wyjątkiem akurat przedstawicieli nauk ścisłych). Ja w ciągu tygodnia 8 razy walczę z chęcią popełnienia samobójstwa będąc zmuszona słuchać brednie wielu moich nader utytułowanych kolegów z branży (absolutnie nie kosmetycznej). I największy problem polega na tym, że jeżeli znasz języki, jeżeli masz realne doświadczenie pracy zagranicą, jeżeli w ogóle masz nieszczęście mieć publikacje poza obrębem postkomunistycznego państwa – tylko gorzej dla ciebie. Bo "prawdziwa" wielkość i wiedza, jak się okazuje, nie potrzebuje weryfikacji i zetknięcia się z opiniami innych. Pani/Pan "pro" wiedzą wszystko z góry! A jeżeli ich opinię nie zgadzają się z rzeczywistością? Cóż tym gorzej dla tej prymitywnej i banalnej rzeczywistości!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fakt, w Polsce dawno mnie nie bylo. Az tak zle jest?
      Ha! nauki scisle sa da bomb! Bo nie ma tam miejsca na dowolne interpretacje i rzeczywistosc nadal jest rzeczywista.

      Delete

Komentarze sa moderowane.
Bardzo prosze o podpisywanie komentarzy.
Anonimowe beda usuwane. Bez wyjatkow.