Tuesday, June 13, 2017

Czy warto?

Dlugo zastanawialam sie nad tym czy warto znowu zaczac pisac po polsku. Z roku na rok moja polszczyzna coraz bardziej kuleje. Nie uzywam polskiego na co dzien. Oprocz czytania paru blogow i komentarzy na Instagramie, nie mam kontaktu z jezykiem.

Kiedy przychodzi mi cos napisac po polsku (chocby komentarz u kogos na blogu lub e-mail do kogos) to lapie sie na tym, ze brakuje mi slow i coraz czesciej musze podpierac sie googlowskim translatorem.

Zrodlo: internet


Nie podoba mi sie ta sytuacja. Bardzo chcialabym cos z tym zrobic w jak najmniej bolesny sposob. Wymyslilam, ze najlatwiejszy taki sposob to powrot do pisania bloga po polsku. Nie bloga o wszystkim, ale o tym co mnie interesuje.

Powod dosyc egoistyczny, ale przeciez od czegos trzeba zaczac.

Nadal jednak nie bylam pewna czy warto.

Po pierwsze, czy ktos w ogole bylby zainteresowany czytaniem moich opinii po polsku, skoro mozna je sobie przeczytac po angielsku?

Po drugie, czy przy obecnym zalewie polskojezycznych blogow kosmetyczno-azjatycko-pielegnacyjnych jest w ogole miejsce na jeszcze jeden? Moj?

I po trzecie, czy warto?

Na pierwsze pytanie dostalam odpowiedz przy okazji wpisu o micie wieloetapowej koreanskiej pielegnacji na moim blogu anglojezycznym.

Wpis ten wygenerowal 84 maile w mojej skrzynce. Czesc zgadzala sie ze mna i dziekowala za obalanie mitu. Czesc sugerowala, ze pewnie nawet w Azji nie mieszkam, skoro nie wiem ile krokow jest w azjatyckim "rytuale" pielegnacyjnym. A czesc chciala wiedziec wiecej. Sporo osob prosilo o czestsze blogowanie po polsku. Sporo osob mialo pytania o produkty z Japonii.

Kilka osob przyslalo mi linka do artykulu na temat "wieloetapowej" pielegnacji japonskiej opublikowanego na stronie pewnego polskiego sklepu internetowego z japonskimi kosmetykami (nazwa sklepu rymuje sie ze "skanky whore") i pytalo sie kto w koncu ma racje. Oni, czy ja?
Racje mam ja. A o tym sklepie bedzie za chwile.

Na drugie pytanie odpowiedzialam sobie sama. Kilka godzin spedzonych w internecie i oczywiste stalo sie to, ze poza kilkoma rzetelnymi zrodlami informacji kosmetycznej po polsku (sa podlinkowane obok), 99% blogow skupia sie na gorliwym przepisywaniu pijarowskich materialow od producenta.
Ja rozumiem, ze polska Hada Labo wspolpracuje z wieloma polskimi blogerkami, ale drogie panie, jakies poczucie wlasnej godnosci trzeba miec. Sprzedac sie za produkt, ktory w Japonii kosztuje mniej niz 10 dolarow (w przeliczniku) i w rzeczywistosci nie jest nawet az tak cudowny jak go producent opisuje? Naprawde tak nisko sie cenicie?

Sprawa wcale nie ma sie lepiej z kosmetykami wysokopolkowymi. A najsmutniejsze jest to, ze zadna z tych pan nie ma odwagi przyznac sie, ze publikuje posty sponsorowane. Nieujawnianie tej informacji jest nielegalne w swietle przepisow unijnych.

Dodac do tego idiotki na YouTube (dwie panie, ktorych filmik z japonskiej drogerii ogladalam ostatnio wyjatkowo mnie rozsmieszyly), i mamy calkiem zalosny obraz polskiej blogosfery kosmetycznej.
Jeden blog wiecej czy moj nie zrobi zadnej roznicy.

Trzecie pytanie zadalam na Instagramie.



Oprocz jednej osoby ktorej to wisialo, odzew byl zdecydowanie na TAK.

Przyznam sie, ze niezle mnie to zdziwilo. I zmusilo do myslenia.
Nie spodziewalam sie, ze az tak wiele osob z Polski obserwowalo mnie na Instagramie.

Ostateczna odpowiedz dalam sama sobie nastepnego dnia.
Przegladajac polskie zdjecia z tagiem #japonskiekosmetyki trafilam na Instagram sklepu wspomnianego powyzej.

Kiedy zobaczylam, ze ci pajace opisuja maski My Beauty Diary jako produkty japonskie, wiedzialam, ze czas zaczac pisac po polsku.


Drodzy wlasciciele sklepu, to ze kosmetyk jest sprzedawany w Japonii i ma opakowanie z japonskimi krzaczkami, nie znaczy automatycznie, ze jest on rowniez "japonski". Wedlug waszej logiki nawet Dior, Lancome, Clinique i wszystkie inne marki zachodnie sprzedawane w Japonii, to rowniez produkty japonskie.

Zostawilam im komentarze po polsku, ktore szybciutko zostaly przez nich usuniete:



Teraz jasne dlaczego sklep ten blokuje dostep do ich strony internetowej osobom mieszkajacym w Japonii. Polki w Japonii czytajace brednie na ich witrynie umarlyby ze smiechu. Tak, tak czytalam. Po to istnieja proxy serwery, zeby takie blokady omijac. Choc dobre dla smiechu, to wiecej czytac nie bede, bo nie chce mi sie marnowac czasu na glupoty wypisywane przez pajacow po to aby naiwnym kit wciskac i sprzedawac produkty po wygorowanych cenach.

Ale moze powinnam temu sklepowi podziekowac? Dal mi finalowe popchniecie do blogowania po polsku.

I tak jestesmy TU.
Na blogu 2catspopolsku.

Nie wiem czy bedzie regularnie.
Nie wiem czy bedzie to warte czytania.
Nie wiem czy moja polszczyzna sie poprawi.

Wiem za to, ze bedzie bez ogrodek i polskich liter, prosto z mostu, bez sciemy i bez pijaru.
Wiem, ze bedzie o kosmetykach, nie tylko japonskich, o pielegnacji i o tym co lubie.

Moje opinie, moje slowa, moja gramatyka i ortografia, tak jak JA chce. Z -ponia w tle, bo tu mieszkam.

Firmy, jesli sa na tyle odwazne aby sie skontaktowac, prosze bardzo, moga sie kontaktowac. Powiem im co mysle o ich produktach. Warto jednak pamietac, ze moje opinie nie sa na sprzedaz. No chyba, ze ktos oferuje mi Tesle, wtedy mozemy negocjowac.


I to by bylo na tyle.
Do nastepnego razu!



PS> Tylko idioci nie uzywaja filtrow przeciwslonecznych!

41 comments:

  1. Czytac bede na pewno, szczera opinia jest bezcenna!
    A Twoj polski jest bardzo dobry, lepszy niz niejednego Polaka w Pl!
    Kicia przepiekna, glaski dla niej ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. iwonko! Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ile czasu zajmuje mi napisanie czegos po polsku! Czasami to meczarnia.
      Ale bede sie starac!

      Delete
  2. Tak! Tak! Tak! Pewnie, ze warto.
    Bardzo sobie cenie Twoje opinie, wiec bede czytac systematycznie.
    A PS> - cudne :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A z kolei Twoja opinia o moim pisaniu bardzo, ale to bardzo wiele dla mnie znaczy!!! Jesli cos poknoce z japonszczyzna, to mam nadzieje, ze wyprowadzisz mnie na prosta ;-)

      Delete
  3. Pisac, pisac: moze byc bez polskich znakow:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. hahaha! Juz dostalam emaila, z powodu braku znakow. Komus juz sie to nie podobalo.

      Delete
    2. LOL rozbraja mnie to jak ludzie szukają problemu tam, gdzie go nie ma.

      Delete
  4. Replies
    1. Musze pomyslec na innymi interesujacymi PS.

      Delete
  5. Super,bardzo sie ciesze,ze wracasz do pisania po polsku...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam nadzieje, ze nie bedziesz zawiedziona!
      Serdecznie pozdrawiam!

      Delete
  6. Bardzo sie ciesze ze bedzie po polsku :-) musze sie przyznac, ze uwielbiam Twoj styl pisania, mam nawet Twoja ksiazke na polce, ktora zreszta "polknelam" i swietnie sie przy tym bawilam! A ten sklep zablokowal wejscia z Japonii bo (z tego co kojarze ale 100% pewnosci nie mam) Berdever miala problem z nimi - kradli opisy produktow z jej strony a na jej protesty slabo reagowali. Pewnie sadzili, ze Ber nie bedzie mogla weryfikowac co tam z jej strony "pozyczaja".

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak! Pamietam! Ode mnie tez kradli. Celowo wtedy napisalam cos z bledem, zeby sprawdzic czy skopiuja ;-)

      Delete
    2. Pamiętam, że na bank skopiowali skład serum Kuramoto, które dzięki Tobie mogłam udostępnić na blogu :)
      Co więcej, kojarzysz zestaw Kuramoto który dostałam od Ciebie (milk & lotion), to wrzuciłam go kiedyś na Instagram a krótko po tym jeden z nich od razu znalazł się w ich ofercie. Rozbawiło mnie to ;)

      Delete
  7. Fajnie że znowu będzie po polsku. Co do filtrów to używam ale szukam takich, które nie kosztują 80 zł za opakowanie (dla mnie to dużo) ale nie powodują świecenia. Jest w ogóle coś takiego?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chemiczne czy mineralne?
      Ponizej 80 zl, to ile to w dolarach? Cos wymysle!

      Delete
    2. Mogą byś i takie i takie. Właśnie pewnie koło 20$ max

      Delete
  8. będę śledziła namiętnie.
    Brakowało mi Twoich wpisów. Odartych z owijania w bawełnę, słodzenia i zachwytów nad "azjatycką pielęgnacją" tylko dlatego, że jest azjatycka ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No cos ty! Przeciez jak azjatycka to musi byc lepsza! :-)
      Tak, to zart, ale wiele blogerek bierze to za ewangelie.

      Mam nadzieje, ze Cie nie zawiode tym blogiem!

      Delete
    2. Niestety bardzo prawdziwą ewangelię, do tego stopnia, że jak azjatyckie to od razu znikną WSZYSTKIE problemy...

      Delete
  9. Będę czytać!
    Pozdrawiam, Anita.
    Zgadzam się z PS :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ten PS to podstawa!
      Serdecznie pozdrawiam i dziekuje za wsparcie!

      Delete
  10. Zawsze mam problem pt."Zwracać się per Pani, czy pisać "na Ty"...
    Chociaż czując pewien respekt, zacznę pierwszą wersją :)
    To naprawdę dobry pomysł, by wrócić do blogowania po polsku, tym bardziej, że ma Pani wielu fanów z Polski (w tym ja - wielbicielka bloga "na wsi w Japonii", Pani książki oraz Instagrama). Warto pisać też dla samej siebie (choć Pani polski nadal jest bardzo dobry), także życzę chęci :)
    Przyznam, że Pani opinie o azjatyckich kosmetykach są bardzo cenne, są szczere i jak Pani przyznała "prosto z mostu", a takich często brakuje. Myślę, że wiele z nich przyda się mnie samej, przed kosmetycznym szaleństwem na Tajwanie, więc cieszę się jeszcze bardziej :)
    Z przyjemnością będę czytać wszystkie posty.
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Juz zazdroszcze szalenstwa na Tajwanie!!!
      I prosze, bez "Pani", bo staro sie wtedy czuje :-)

      Delete
    2. Mam nadzieję, że to szaleństwo nie skończy się jak to w Japonii. Tysiące rzeczy do zobaczenia i kupienia, z czego może tylko 1/3 się udało ^^;
      Nigdy więcej ''paniowania''! :)

      Delete
  11. Pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Oba blogi :) - i tamten w większości anglojęzyczny i ten polski !!!
    Pani Anno, odkąd trafiłam na Pani bloga sporo zmieniło się w moim podejściu do pielęgnacji. Wcześniej byłam "zafiksowana" na punkcie tylko i wyłącznie kosmetyków organicznych. niestety, po przekroczeniu 40-tki przestała mi taka pielęgnacja wystarczać. Makijaż bio też nie wygląda już tak dobrze, jak kiedyś. Dzięki Pani świetnym pisaniu o kosmetykach obudziłam się i doszłam wreszcie do wniosku, że to nie ja jestem dla kosmetyków tylko one dla mnie. I ze np. serum z silikonem tez może dobrze działać i nie robić katastrofy. Dzięki pani kupiłam swój pierwszy cushion : Hanyul Luminant Cushion (jeszcze w żadnym podkładzie moja skóra nie wyglądała tak dobrze ). Dzięki Pani wiem, których kremów z filtrem unikać, a na które zwrócić uwagę. Dzięki pani poznaję coraz więcej ciekawych kosmetyków, o których nie przyszłoby mi nawet do głowy...
    Świetnie przybliża nam pani kosmetyki, o których bez Pani bloga nie miałybyśmy pojęcia. Do tego pisze Pani bardzo "z jajem", z dużym zaangażowaniem emocjonalnym, co wbrew pozorom nieczęsto zdarza się w kosmetycznej blogosferze. Pani gramatyka, ortografia,styl i opinie są nam POTRZEBNE. Bo są naturalne i prawdziwe.
    Za co serdecznie Pani dziękuję.
    Katarzyna

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojeju, Katarzyno! Bardzo dziekuje za super mile slowa!
      Teraz wiem, ze naprawde warto!
      I bardzo prosze bez Pani! Jestesmy chyba w tym samym wieku ;-)

      Delete
  12. Pisać! Będę
    Czytać oba oczywiście! Uwielbiam Twoje teksty, a pisanie to dobre ćwiczenie, bo słówka uciekają. Ostatnio szukałam ze 20
    Minut słowa "wrona". Ja na emigracji jestem duzo krócej, ale jak się nie używa języka to z czasem jednak luki w pamięci są.
    P.S. Pewnie nas czytają bo blokada tylko w jedna stronę.
    JS właśnie zablokowali mi swój instagram! Olaboga... śmiech na sali.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez zablokowali mnie na instagramie. Znaczy, ze tego bloga juz znalezli i zawziecie czytaja!

      Delete
  13. Pisać!!! Wciągnęłam się po pierwszym poście. Szukam od dawna kremu bb z wysokim filtrem i jasnego baaardzo żółtego koloru. Miałam nadzieję odnaleźć go w azjatyckich kosmetykach z wiadomych względów ale się nie udało. Na kolejne próby mnie nie stać, bo sklepy mają chore ceny. Będę śledzić pilnie bloga bo może pojawi się coś czego szukam :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    ReplyDelete
  14. Podpisuję się rękami i nogami pod komentarzami dziewczyn - pisać!

    ReplyDelete
  15. Super, że reaktywowałaś polskiego bloga. Bardzo mi go brakowało. Pisz o wszystkim, na pewno nie tylko ja poczytam z przyjemnością.

    Ja mimo, że jestem w PL to też czasami piszę bez polskich znaków i mam to gdzieś :D chyba nie to jest ważne.

    Ściskam, Kasia K.

    ReplyDelete
  16. Moje zdanie znasz :D i bardzo mnie cieszy odsłona bloga w takim wydaniu (kolejny kamyczek do koszyczka, zwłaszcza że MASZ wszystkie atuty dzięki którym Twoje wpisy są wartościowe i wiele wnoszą do tematu).
    Doskonale rozumiem problemy z językiem ojczystym, ale wiesz co, jeżeli dla purystów to taki problem, to przecież nikt ich nie zmusza do czytania, prawda? Nigdy nie zadowoli się wszystkich, także rób co uważasz za słuszne i tyle! :))

    Rzetelność i transparentność, bez ściemy, zaklinania rzeczywistości oraz pijarowskiej smyczy - tego trzeba! :D i niezmiennie cieszy mnie, że chce Ci się pisać, edukować i dzielić własną wiedzą, doświadczeniem, znajomością rynku itd.

    PS <3

    ReplyDelete
  17. Na dobre blogi zawsze jest miejsce w sieci. W zalewie mitów, które narosły wokół azjatyckiej pielegnacji Twoja wiedza, kompetencje i zadziorność są bardzo potrzebne. Wspaniale, że jesteś!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pisz jak najwięcej! Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy. Pozdrawiam ��

      Delete
  18. Kupiłaś mnie tą Teslą, też uważam, że to rozsądna wejściówka do negocjacji.

    Dowiedziałam się o Tobie z bloga Ziemoliny, podoba mi się jak piszesz, masz odwagę tępić publicznie oszustów (chciałam napisać idiotów, ale uznałam, że za mocno), będę czytać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też się dowiedziałam o Twoim blogu dzięki Ziemolinie. Póki co pielęgnacja azjatycka to nie moja bajka, ale podoba mi się, co piszesz i jak piszesz. Chętnie czytam blogi mądrych ludzi.
      I chciałam zapytać o tytuł Twojej książki? Zaintrygowało mnie, że coś napisałaś. A jako książkożerca ;-) chętnie bym po nią sięgnęła.

      Delete
    2. Hi Sal!
      Witaj na blogu!
      Do bycia madra osoba bardzo mi daleko!
      Ksiazka to "Zycie jak w Tochigi" :-)
      Druga czesc juz napisana, ale jak na razie nie wiadomo kiedy bedzie wydana. I od razu ostrzegam, nie ma co porownywac mojej polszczyzny na blogu z ksiazka.
      Manuskrypt pisalam po angielsku i tlumaczenie na polski to byl zbiorowy wysilek.

      Delete
  19. jestem jedyna wredna osoba, ktorej wisialo...

    ReplyDelete
  20. Fajnie ze po polsku dla osób co słabo po angielsku rozumieją .. mnie twój blog po angielsku nie sprawia problemu bo ćwiczę język i to mi tylko na dobre wychodzi .
    Co do pisania po polsku to witaj w klubie !
    Sama mam problemy i często blokadę jak i niechęć ! A co do blogów to temat bez końca - jak dla mnie! Wkurwia mnie ze na polskich bądź polskojęzycznych blogach nie możesz mieć władnej opini - innej niż właścicielka bloga- natychmiast jesteś atakowana , natychmiast właścicielka próbuje z ciebie zrobić głupca , idiotkę , która sie nie zna! Dlatego przestaje komentować .. na niektóre blogi jeszcze zaglądam , czytam , patrzę na komentarze - głownie lizodupy i wychodzę! Mam dosyć !
    Wole swoją niemiecka brygadę , bo u nas przynajmniej nikt twoich komentarzy nie kasuje !
    Sama przestałam blogować , raz z braku czadu , dwa z braku ochoty ! Bo każdy moj post to 2-3 godz pracy pisząc po niemiecku i polsku ! Plus zostawianie komentarzy na innych , interesujących mnie blogach !
    Co do sponsorowanych postów ba blogach , YT czy IG to masz racje , prawo UNIJNE !!! Tak tak tylko każda z nich sra na to ! Poczekam aż posypią sie kary pieniężne jak kilka lat temu to i nasze blogerki i YTuberki spotkało ! Teraz wszyscy sie boja i nawet na IG sponsorowany post zaczyna sie od słów : Sponsored/Werbung ! I chwała im za to !!!

    ReplyDelete

Komentarze sa moderowane.
Bardzo prosze o podpisywanie komentarzy.
Anonimowe beda usuwane. Bez wyjatkow.